Miałam pokazać słitaśne focie z wigilii, rozdawania prezentów i innych uśmiechów przy świetle, z którym canon nie wytrzymuje. Ale, jak widać, zmieniłam zdanie i pokazuję coś, a raczej kogoś dużo bardziej ciekawego. Taki kawałek rodzinki. Miałam skanować ich zdjęcia z młodości, ale wolę nie naruszać tych świętości, szczególnie w drażliwe dni przejedzenia świątecznego (ale też z lenistwa, oczywiście). Dziś korzenie. I nie 'tylko z uśmiechem, bo tak wypada' tylko prawdziwiej.
Feluchna, którą znacie z mycia okien i zamiłowania do firanek

I jej chłopak od ponad 40 lat...

Babcia zwykła nazywać go artystą-malarzem w znaczeniu pejoratywnym, a to jest po prostu znany całemu swojemu pabianickiemu pokoleniu Gienio.

Mój najulubieńszy ulubieniec, Aniołek. Zwraca się do mnie per 'Stokrotko'. Idealista nie z tego świata z niemożliwie perfekcyjną pamięcią i zamiłowaniem do wszelakiego sportu. Silny rocznik, który dożyje 200 lat.