Chyba tak, bo dawno nie rysowałam drzew. Potrzebuję małej chwili wytchnienia. Lubię gonić, nie lubię tego, że goni mnie czas. Jestem bardzo sfrustrowana. Tym kim jestem, tym gdzie jestem, tym jak późno jestem. Czuję się staro. Za chwilę kończę 20 lat, a nadal jestem tylko mną. Gdzie chcę być? W jakimś dalekim miejscu, gdzie czas leci wolno albo nie ma go wcale, jest ciepło, zimno, parno i wietrznie, gdzie pada deszcz i śnieg. Gdzie ludzie nie przybierają masek, gdzie ludzie się wyrażają, gdzie mogę powiedzieć, że tak naprawdę to nic mi się nie podoba. Robię senne lekkości dla Kismetu, potrzebuję jakiejś ładnej panny z cudnym wnętrzem. Potrzebuję nie tyle dobrej czy ładnej modelki, co takiej, która nie będzie oczekiwała, że coś wyjdzie. Bo nie zbiera się na to, żeby cokolwiek miało wychodzić. Wcale nie wymagam za dużo od siebie, za to od ludzi wokół mnie - za dużo.
2010/06/04
Jestem zalatana, przestymulowana i zmęczona, ale jest fajnie. Wczoraj miałam chęć napisać tu jakiś plan działania na dziś, jutro, pojutrze, ten miesiąc, ale zabrakło mi motywacji. Tak pokrótce: mam do ogarnięcia duże ilości materiału jeśli chcę tę sesję zaliczyć w czerwcu, kupiłam pśiksa, szukam pracy na wakacje. W kwestii Disneya: mam już przecudną sukienkę dla Kopciuszka, Kopciuszka chyba też znalazłam, tylko, że w Białymstoku i szukam jakiegoś pałacyku/zamku z fajnymi schodami do tej sesji. Jakieś sugestie? Mam też Pocahontas, ale szukanie stylizacji dla niej muszę odłożyć na potem. Znalazłam Śnieżkę idealną, ale strój dla niej też nawet nie zaczął się kompletować. A jutro mam pierwszy ślub, którym stresuję się co najmniej jakby to miał być mój własny (znacie jakiś szybki kurs na zgrywanie profesjonalisty?)
Iso dawno nie gościł na blogu.
Poprzedni tydzień był jakiś niewyraźny. Nastąpił u mnie jakiś kompletny brak zainteresowania jakąkolwiek merytoryczną stroną życia, innymi słowy można to zjawisko nazwać wiosną. Przez ostatnie dni przechadzałam się ulicami i parkami Łodzi jak jakiś nie do końca trzeźwomyślący człowiek, lub może nawet - mówiąc zbyt pochlebnie - hipis, zachwycając się słońcem ogrzewającym kark, drzewem, babcią, dzieckiem, kałużą, zapachem. Kocham świat, świat jest piękny, świat jest cudem. I tak kochałam ten świat do piątku, bo gdy wstałam w sobotę rano w celu odebrania Ociesy z Fabrycznego moja miłość do świata nieco zbledła. Nie przypuszczałam, że tak bardzo może mi brakować słońca i ciepła.
Targi film/foto/video mało co różniły się od zeszłorocznych i w sumie nie musiało mnie tam być. Wprawdzie wzięliśmy sobie rybią sigmę, ale jakoś tak bez ładu bez składu. Modelki na stoisku Sony jak zwykle hot sex ckm, ale ja się przygotowałam i wzięłam własną. Sandrę miałam focić już od dawna, ale Ci co mnie znają wiedzą jak trudno się w końcu zebrać do focenia ze mną. Dzień w dzień przejeżdżając obok PKS-em obok Politechniki mam chętkę na park w jej okolicach i w końcu udało się to jakośtam zrealizować. Bartuś dowiedział się, że sesje u Kiełbasówny to naprawdę pic na wodę fotomontaż, a Sandra wymarzła i zmokła w przecienkich ubrankach, jak widać na załączonych obrazkach. Ale fajnie było :D
und die andere Stylizacjen
no i supcio minibackstage, jak zwykle
Mam coraz fajniejsze rozkminy życiowe i tylko na zdjęcia czasu mi brak. Zdjęć, jednakże nie brakuje mi tak jak możnaby się tego spodziewać. I cały dzień upajam się rodzajem muzyki, od którego najbardziej boli głowa.
A tak z nieco innej beczki to mam misję zareklamować Karwana i jego blogaska, bo Karwan pro, bo Karwan wystawy, bo Karwan canon ;) obczajcie Oblicza Muzyki. Tylko oglądać focie i zazdrościć tego, że łysi panowie z ochrony wpuszczają go tu i tam!
Jak na złość, Internetu mi brak. Z przyczyn kompletnie innych, aniżeli ktokolwiek mógłby się spodziewać.
Lubię te nasze małe historie. Bardzo lubię te rozkminy, to dorabianie drugiego dna. I trzeciego, i czwartego. Tę całą niejednoznaczność. Raz na jakiś czas. Zebrało mi się na inspiracje, oczywiście punktualnie - tuż przed sesją.
Przytłoczyła mnie wielkość fotografii i jestem dziś liliputem. Chyba bardzo to lubię.
Od tego się wszystko zaczęło. Wczesne liceum, dawno temu, jak jeszcze nikt w tym naszym małym zaścianku nie wiedział kim są Kings Of Leon. 'Olkaa, obczaj jaki genialny zespół!'. Ich fajność muzyczna od pierwszej płyty nie spadła. Tylko jakość fanów trochę spadła.
Często słyszę skargi, że nie focę facetów. Otóż, natrafiłyśmy dzisiaj z Izabelą na profil jednego, hm, modela na maxmodels, linka nie podam, bo to nieistotne. Rzeczony hm, model odpowiadał urodą i gabarytami młodej wersji znanego wszystkim Arnolda Schwarzeneggera (dobrze napisałam?). Mężczyzna ten (bo aż głupio coś takiego nazwać chłopakiem, czy też facetem) musi mieć naprawdę mocną psychikę skoro przez tyle lat swojego życia 'pracował nad swoim ciałem'. Ja wiem, że mój wstręt do widocznych mięśni nie jest normalny, ale nikt mi nie powie, że biceps/triceps/n-eps wielkości własnej głowy wygląda dobrze. Doprawdy, jest to na tyle odrzucające, że nawet piękna twarz i długie włosy by tego pana nie uratowały. Zastanawia mnie jednak co kobietom podoba się w tak idealnej budowie ciała mężczyzny. Niestety, ale dla mnie to jest najzwyczajniej w świecie brzydkie. Ja, rzecz jasna, nie wspominam o solarium i przesadnym dbaniu o siebie. Jednakże odcinek o modelach z grzywką emo, a'la 'próbuję być kobietą' napiszę kiedy indziej.
A tak przy okazji - jeśli przypadkiem jesteś facetem i mniejszym przypadkiem wyglądasz jak Caleb Followill w którymkolwiek wcieleniu stylizacyjnym to zapraszam na sesję, przeciwwskazania nie istnieją. Rzecz jasna, prócz jakiegokolwiek sensu w czymkolwiek.
Zrobiłam sobie te zdjęcia jakoś w lipcu pod wpływem Controlling Crowds Archive, aczkolwiek akurat tych nie pokazywałam, bo nieostre. Mimo wszystko okropnie je lubię. Istny dowód wprost na to, że fotografia jest iluzją, a rzeczywistość w dużym stopniu różni się od tego co przedstawiają zdjęcia. Innymi słowy 'jak wyjść na zdjęciu całkiem chudo, gdy się waży prawie 60 kilo'. Bo nie o to chodzi, żeby pokazać jak jest, tylko jak powinno być. Przynajmniej według mnie.
Jestem taka czarno-biała. Taka skłócona.
Chciałabym obejrzeć Kopciuszka. Nie robiłam tego od ponad 10 lat. W tej disneyowskiej pierwszej musicalowej wersji. Kochałam tę bajkę. To była jedyna oryginalna bajka, którą miałam na własność na VHS. Najbardziej lubiłam chyba scenę, gdy śpiewała myjąc schody, a wokół niej latał miliony baniek. I te wszystkie pomocne myszki i te czary-mary wróżki. Nienawidziłam sceny, w której macocha zamykała ją na klucz w wieżyczce, zawsze podchodziłam do telewizora i ją za to opieprzałam. To była inna wersja niż ta braci Grimm z drzewem, z którego spadała sukienka na bal. Zdecydowanie wolałam disneyowską wersję. Nie lubiłam nigdy Śpiącej Królewny, była trochę zbyt brutalna z tą krwią. Disneyowska Aurora wyglądała najbardziej modelowo. Była chuda, blada, miała długie blond włosy i ogólnie taka anemiczna Angielka z niej była. Piękna była. Bardzo lubiłam Arielkę. Była chyba najbardziej buntownicza i małoksiężniczkowa z nich wszystkich, no i była ruda. Taka dziecinna i beztroska, tak sobie pływała i pływała. Bawiła mnie postać złej Urszuli, nie bałam się jej tylko ją obserwowałam. Królewna Śnieżka nigdy mi się nie podobała w wersji disneyowskiej i kompletnie inaczej sobie ją wyobrażałam. No bo gdzie księżniczka i tak krótkie włosy? Jakoś nigdy nie ruszała mnie w tych wszystkich bajkach kwestia księcia. Zawsze wyglądał jak Ken i ogólnie niezbyt dobrze się prezentował. Kto to rysował?!
Miałam pokazać zdjęcia z UDZ. Nie chce mi się, tzn. zdaje mi się, że w moim obecnym stanie takie zdjęcia są w sprzeczności z moimi wnętrznościami. Są może nie puste, ale bezduszne. I bardzo kolorowe. Moje oczy, które bez okularów nie są w stanie dojrzeć ile ważę, nie mogą w tej chwili na coś takiego patrzeć. W tej chwili moje chętki fotograficzne można określić modnym słowem 'ambient'.
Nawiązując do tych wszystkich księżniczek i syrenek marzy mi się taki ździebko schizowy projekt z udziałem moich ulubienic, np. Meduzy. Nie jakichśtam przypadkowych modelek, potrzebuję teraz tylko znających mnie i to co chcę robić modelek z inspiracyjnymi głowami. Nie potrzebuję jakichś dziewczyn, które chciały mieć ładne zdjęcie, a których zaplecze stylizacyjne jest tak ubogie i mało kreatywne jak moje. Potrzebuje dziewcząt z pomysłem na siebie, artystek, które chcą się uzewnętrznić modelkowo, bo tak im łatwiej. Takich, którym włączysz ten utwór i od razu będą wiedziały co robić ze swoim ciałem.
Takie rzeczy się zapowiadają, takie rzeczy! Miliard pomysłów, miliard realizacji, doby zapełnione obrazkami! Gdzie tu do psychologii, gdzie tu do synaps. Sama dałabym radę wyłącznie w przypadku, gdybym nie studiowała i nie robiła nic prócz zdjęć w tym momencie. Życie nie ma być łatwe i przyjemne tylko jak najtrudniejsze, żeby nazbyt wczuwać się we wszystkie wykonywane czynności i nakręcać swoje ambicje. No może to ma sens. A tak w ogóle, poza rozkminami, to przydałby się ktoś kto nie nudząc się przy tym nadmiernie na naszych sesjach zechciałby filmować nasze poczynania i poskładać to w jakiś fajny filmowy bakstejdż. Mnie się klocek sony rozwalił i nie miałabym nawet czym (ojeja, no bo moja luszczanka nie ma superduper najbardziej z wszystkich potrzebnej opcji w postaci kręcenia filmikuff, nooo! :< jak może.) Szałkowo-heyowe karmazynowe autoinspiracje. Is there anybody out there?
Tak, jest koniec września, a mnie marzą się wakacje. Najśmieszniejsze jest jednak to, że mnie jako przyszłej studentce wakacje nawet jeszcze się nie skończyły. Ja tak naprawdę wakacji nie uraczyłam w tym roku. A marzy mi się spokój, cisza i możliwość robienia wszystkiego powoli, zgodnie z moim planem, gdzie nikt mnie nie będzie poprawiać i próbować mnie zmieniać. Marzy mi się taka moja wolność. Bo w sumie czuję się wolna, a z drugiej jestem ograniczana tyloma pierdołami i tak naprawdę rzeczami błahymi. Nie chcę się dostosowywać, robić wszystkiego tak jak mi się każe. Chce mi się morza, ciepła i szumu. Takiego szumu, który nie będzie specjalnie głośny, a jednak będzie zagłuszał codzienność. Przeżyję już nawet bez szumu morza, niech będzie ten zwykły szum ciszy, który towarzyszy jej zawsze ze względu na moje zbyt głośne muzykosłuchanie. Kiedyś miałam zwyczaj słuchać tego szumu w nocy, gdy kładłam się spać. Teraz, w wakacje, które są dla mnie teoretycznie czasem wolnym, zasypiam w kilka minut po wejściu do łóżka. Mam wrażenie, że coś tracę, że tracę wakacje. I mimo, że irytujący jest fakt, że przesypiam 6 godzin dziennie w wakacje, to nie chcę przespać tych ostatnich dni.
Tego zdjęcia jeszcze nie widzieliście jeśli nie znacie mnie z devianta lub digarta. A jest piękne, czyż nie? Izabela Lechowska, proszę państwa!