2009/07/24

ultramartyna la tortura

Z Agatą wyszły jeszcze bardziej moje focie, aczkolwiek nie miałam zbytnio czasu się za nie porządnie wziąć. Natenczas wykorzystałam tylko w pełni materiał z drzewa dresów w parku Poniatowskiego. Szkoda, że nie wzięłam wtedy Nikona, no ale tak to jest jak się słucha szatana-leniwca w głowie siedzącego. Oczywiście, jak zwykle, najlepsze zdjęcie, to to przypadkowe. Ale i tak się pokfalę, podobają mi się te zdjęcia wielce.



Mam nadzieję, że dostanę jakiejś weny do obróbki w niedzielę, bo jutro cały dzień znowu latam, a tu Agata do dokończenia i ten tenis cały. A jutro śliczna Zosia, a potem moje gejuszki w Ksaweroowie!

1 komentarz: